IT Fiction: Debata Granda

06-03-2012, 11:54

Donald Musk i jego ministrowie byli gotowi na ostre spotkanie z najbardziej reprezentatywnymi przedstawicielami internautów. Miało się ono odbyć w ramach wielkiej, monumentalnej, ostatecznej debaty, którą ochrzczono nazwą Debata Granda.

Donald Musk kochał debaty. To był jego ulubiony sposób na internautów, nie tylko skuteczny, ale i gwarantujący wiele dzikiej, lubieżnej przyjemności z mizdrzenia się przed kamerami i to nie tylko telewizyjnymi! Internauty zawsze przynosili ze sobą dużo takich małych kamerek, aparatów z funkcjami kamer, smartfonów z kamerami itd. To wszystko dawało niezwykłe warunki do pozowania.

Oczywiście każda przyjemność może nagle zamienić się w bolesne doświadczenie. Tak jak za ustami kobiety kryją się jej zęby, tak za licznymi kamerkami czaili się dziwni ludzie zdolni do zadawania kłopotliwych pytań i żądania rzeczy niewyobrażalnych. Niewyobrażalnych to znaczy innych niż te, których żądali koledzy z przemysłu rozrywkowego.

Tym razem miało być inaczej. Przemysł rozrywkowy postanowił pomóc w organizacji debaty ostatecznej, która pomoże premierowi wyjść z twarzą, jednocześnie gwarantując podpisanie ACTA i wprowadzenie nowej reguły tajnych konsultacji publicznych.

Ostatecznej debacie nadano śliczną nazwę - Debata Granda. Przemysł zatroszczył się o to, aby naprzeciw przedstawicieli rządu wystąpili reprezentatywni, lubiani, a jednocześnie nieszkodliwi przedstawiciele internautów. Ostatecznie więc w loży internautów zasiadło kilka internetowych kotów (tzw. LOLcatów), Lord Vader, Jakiś Anonim i Jożin z Bażin. 

Minister Źródłowski patrzył na loże internautów ze swoim faszystowskim uśmieszkiem. Zawsze było coś hitlerowskiego w jego urodzie, ale ten uśmieszek to uwydatniał. Minister był z siebie dumny. Koty dokazywały, Vader jakby się dusił, Anonim miał problemy z tożsamością. Jożina nie było, bo wciąż zbliżał się przez moczary.

Debata Granda rozpoczęła się. Prowadzący ją PR-owiec najpierw wygłosił kilka czołobitnych zdań o znaczeniu twórców i ich wpływie na gospodarkę, potem splunął w stronę loży internautów i zaprosił ministra Źródłowskiego do zabrania głosu. Źródłowski pojechał bezlitośnie:

- ACTA jest dobra, a durni ludzie nie rozumieją prawa - wyrzucił z siebie bez zająknięcia.

Prowadzący debatę wiedział, że teraz jego kolej.

- Dziękujemy za przedstawienie tak dokładnych, analitycznych, trudnych do obalenia i rzeczowych argumentów. Co na to przedstawiciele internautów? - spytał PR-owiec, a wszystkie kamerki skierowały się w stronę loży internautów.

LOLcaty momentalnie uspokoiły się. Anonim zebrał się w sobie, tylko Vader nadal dyszał. Jeden z kotków wyciągnął zza futra gruby plik papierów, poślinił łapkę, założył malutkie okularki i przemówił aksamitnym barytonem.

- Korzystając z okazji, że możemy o tym wszystkim porozmawiać, chciałbym bardziej szczegółowo omówić zapisy ACTA. Kwestia sekcji 5 była często podnoszona, będziemy jeszcze do niej wracać, ale ja chciałbym zacząć od równie interesującej kwestii odszkodowań, tj. art. 9 ACTA. Można się obawiać, że... - LOLcat wysławiał się płynnie, a strona rządowa i PR-owcy solidarnie testowali maksymalne rozwarcie swoich szczęk. Źródłowski jako pierwszy zrozumiał, że coś poszło nie tak. Popatrzył na PR-owca, który wykonał mało zauważalny gest. Źródłowski zrozumiał. Nachylił się do Beliego i szepnął mu do ucha: Gdy kocur skończy, stawiaj chochoła!

Po kilku minutach kotek skończył mówić. Beli momentalnie wkroczył do akcji i wyczarował słomianą kukłę.

- To nie jest takie proste - zaczął Beli. - Musimy myśleć w sposób bardziej otwarty. Musimy pamiętać o tym, że twórcy to szersza grupa, przykładowo można publikować utwory na licencji Creative Commons...
- Żeby ZPAV ściągał z nich kasę - powiedział jakiś głos z sali.

Wszyscy zaczęli się śmiać, a nawet Vader dyszał jakoś weselej. Beli nie zrażał się i dalej stawiał chochoła. Jakoś to poszło. Pod koniec stawiania Beli porozumiał się wzrokiem z Muskiem. Obaj wiedzieli, że lepiej się wycofać.

Debata płynęła dalej. Kotki zadawały ciekawe pytania, Vader też się wypowiedział, ale po angielsku. Anonim próbował coś powiedzieć, ale został posądzony o zhakowanie strony MKiDN. Jożin zbliżał się przez moczary. W pewnym momencie jego obraz zaczął się rozpływać i łączyć z jakimiś innymi obrazami o wyborach, sondażach...

* * *

Donald Musk obudził się. Przetarł oczy. Ach... to był tylko sen! Co dziś za dzień? Poniedziałek? No tak, będzie kolejna debata...

Donald parzył sobie kawę, myśląc o dziwnym śnie. W pamięci zanotował: powiedzieć PR-owcom, by nigdy nie zapraszali LOLcatów, Vadera, Anonimów i Jożina.

UWAGA: Ten tekst nie jest newsem, a jedynie komentarzem do bieżących wydarzeń. Przedstawione wydarzenia są fikcyjne. Podobieństwo autentycznych nazw, osób i firm do tych występujących w tekście jest zamierzone przypadkowe. Cdn.


Źródło: Dziennik Astronautów
Tematy pokrewne:  

tag Michaiłtag IT Fictiontag Donald Musk
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy