Informacyjny ślad po in vitro i dziennikarska przesada, czyli dlaczego trzeba podawać źródła

18-09-2015, 14:34

Czy czytaliście już o tym, że narodziny z in vitro będą odnotowane w aktach stanu cywilnego? Brzmi to strasznie, ale właściwie nie jest to prawda. Co więcej, nawet prawnik może ulec dziennikarskiemu przekłamaniu, jeśli dziennikarz nie powie skąd dokładnie coś wiedział...

Już w roku 2011 pisałem w Dzienniku Internautów o pewnej poważnej wadzie zawodowego dziennikarstwa w Polsce. Dziennikarze znanych gazet często nie chcą ujawniać skąd wiedzą to co wiedzą. Nie raz widziałem jak znana polska gazeta lub telewizja donosiła, iż jej dziennikarze "dotarli do projektu ustawy", podczas gdy tak naprawdę ten projekt był opublikowany na stronie ministerstwa. Zdarzało mi się też czytać artykuły, w których dziennikarze tej lub innej telewizji "jako pierwsi dotarli" do czegoś, o czym w sieci huczało od kilku dni.

Szczególną przypadłością dziennikarzy z mediów tradycyjnych jest opisywanie nowych lub obowiązujących przepisów prawa w taki sposób, aby nie wskazać dokładnie o jaki przepis chodzi. Bo wiecie... te przepisy są dostępne publicznie! Właściwie każdy mógłby do nich zajrzeć. Dziennikarze nie chcą jednak byś to robił(a). To dziennikarz ma być tym, kto zna tajemne pisma i może objaśnić je prostemu człowiekowi...

Dziennik Internautów od dawna czegoś takiego nie robi. Zawsze staramy się wskazywać konkretne przepisy czy sygnatury wyroków. W miarę możliwości dołączamy do tekstów kopie dokumentów źródłowych. Z tego powodu nasze newsy wyglądają mniej sensacyjnie, mniej tajemniczo, ale jednak są szczere.

In vitro w "aktach stanu cywilnego"

Dlaczego o tym piszę? Dziś przekonałem się, że przyjęte w tradycyjnych mediach "tajemnicze" ujmowanie tematów może prowadzić do wprowadzenia w błąd nawet eksperta (oczywiście nie na długo, ale jednak).

Jeden ze znanych mi prawników alarmował wczoraj na Facebooku o czymś, co "odjęło mu mowę" (jak to sam ujął). Otóż ten prawnik dowiedział się, że od listopada w aktach stanu cywilnego ma się znaleźć informacja o tym, że ktoś urodził się dzięki in vitro. Jedna ze znanych gazet opublikowała nawet artykuł, w którym czytamy (tu dokładny cytat) "informacja o tym, że ktoś przyszedł na świat dzięki metodzie in vitro, znajdzie się w aktach stanu cywilnego". Za nią inne źródła powtórzyły, że ta informacja będzie "w aktach stanu cywilnego". Czyli co? Będzie w akcie urodzenia? No chyba tak.

Byłoby oczywiście bardzo źle, gdyby w aktach stanu cywilnego faktycznie odnotowywano urodzenie się dzięki in vitro. Zalarmowany wpisem znajomego prawnika zacząłem szukać dodatkowych informacji. Artykuły prasowe na temat tej szokującej sprawy wspominały o Ustawie o leczeniu bezpłodności, która wejdzie w życie w listopadzie. Nie wspominały jednak o jakie dokładnie przepisy chodzi. Tu właśnie mieliśmy przykład tej dziennikarskiej tajemnczości - wskazano ustawę, ale konkretnego artykułu już nie. Brak tej informacji mógł zdezorientować.

Ach! Więc to artykuł 93?

Na szczęście dziennikarze cytowali w swoich tekstach fragmenty tajemniczego, groźnego przepisu. Na tej podstawie udało mi się ustalić, że ich obawy wzbudził art. 93 Ustawy o leczeniu bezpłodności. Co dokładnie mówi ten przepis? Możecie zajrzeć do ustawy i przeczytać. No dalej! Zajrzyjcie!

Jedna z gazet wspomina, że przepis zobowiązuje do gromadzenia informacji "informacji, że oświadczenie konieczne do uznania ojcostwa zostało złożone przed przeniesieniem do organizmu kobiety komórek rozrodczych”. Niestety gazeta ucięła cytat, bo po słowach "komórek rozrodczych" następują słowa "pochodzących od anonimowego dawcy albo zarodka powstałego z komórek rozrodczych pochodzących od anonimowego dawcy albo z dawstwa zarodka". To już nieco zmienia, prawda?

Nie mając pewności co o tym wszystkim myśleć, zwróciłem się z tą sprawą do tego znajomego prawnika, który początkowo mnie zaalarmował. Gdy wskazałem mu ustawę i konkretny przepis, sprawa się wyjaśniła. W ustawie nie chodzi bowiem o to, że fakt urodzenia się z in vitro będzie odnotowywany w akcie stanu cywilnego. Będzie odnotowany w protokole zawierającym oświadczenie o uznaniu ojcostwa. To zmienia obraz sytuacji.

Co więcej, odnotowywana informacja nie będzie właściwie dotyczyła poczęcia w drodze in vitro, tylko informację o tym "że oświadczenie konieczne do uznania ojcostwa zostało złożone przed przeniesieniem do organizmu kobiety komórek rozrodczych pochodzących od anonimowego dawcy albo zarodka powstałego z komórek rozrodczych pochodzących od anonimowego dawcy albo z dawstwa zarodka."

Dziennikarz może się mylić. Dlatego źródła są ważne

Wczoraj ten temat podjęła Gazeta Prawna i wczoraj ta gazeta była już bardziej precyzyjna. Napisała, że w rejestrach stanu cywilnego "będzie ślad dotyczący metody poczęcia". To jest mniej sensacyjne, ale znacznie bardziej bliższe prawdy niż stwierdzenie, że informacja "znajdzie się w aktach stanu cywilnego" (jak dało się przeczytać w innej publikacji). 

Oczywiście pomyłki się zdarzają. Dziennikarze się mylą. Łatwiej byłoby jednak wychwycić i poprawić ewentualne przekłamania, gdyby dziennikarze precyzyjnie podawali źródła informacji. Gdyby w tej publikacji z błędem znalazło się odniesienie do konkretnego przepisu, mój znajomy prawnik od razu wychwyciłby nieścisłość. Wiedziałby, gdzie dziennikarz mógł popełnić błąd. Tymczasem prawnik założył, że dziennikarz mógł dotrzeć np. do nieopublikowanego jeszcze projektu, w którym znalazł się niepokojący przepis. 

Sam miałem takie przypadki, gdy Czytelnik wykazywał mi błąd w artykule wskazując na tekst źródłowy. Na szczęście ten tekst źródłowy był wskazany w artykule. Mogłem się więc pocieszyć tym, że sam ułatwiłem Czytelnikowi znalezienie błędu. Może to i marne pocieszenie, ale jednak...

Jeśli czytaliście ten tekst uważnie, na koniec możecie mi coś wytknąć. Ja też nie podałem jednego ze źródeł informacji. Nie podałem linka do tekstu, w którym błędnie stwierdzono, że "informacja o tym, że ktoś przyszedł na świat dzięki metodzie in vitro, znajdzie się w aktach stanu cywilnego".

Cóż... napisała tak jedna gazeta, ale za nią powtórzyli to inni. Wystarczy zajrzeć do Google. Nie będę wskazywał tej jednej gazety, bo nie widzę sensu. Wystarczy powiedzieć, że to był błąd. Powiedzmy, że z grzeczności odpuszczam sobie podawanie źródła. Zresztą...dziennikarz ma prawo ukrywać źródła w pewnych sytuacjach. Rzecz w tym, aby nie robić tego tylko po to, by utrudnić Czytelnikowi dostęp do źródła. 


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy