Google vs piractwo: 99,95% URLi zgłoszonych do usunięcia "w zaufaniu" to fałszywki

23-02-2017, 10:29

Branża muzyczna chce zaostrzenia prawa wobec platform internetowych wskazując na miliony linków, jakie trzeba usuwać z Google w związku z naruszeniami. Tymczasem Google ujawniła, że w niektórych przypadkach nawet 99% zgłaszanych linków nie znajduje się w indeksie wyszukiwarki!

Zjawisko zgłaszania do Google nieistniejących naruszeń praw autorskich wydaje się bardziej nasilone niż do tej pory sądzono. Ma to ogromne znaczenie w obliczu problemu prawno-technologicznego, o którym Dziennik Internautów pisał na początku roku. Na święcie dąży się do porzucenia zasady prawnej, która "stworzyła internet". Przypomnijmy o co chodzi.

Spór o zasadę, która "stworzyła internet"

Ta niezwykle ważna zasada prawna dotyczy odpowiedzialność pośredników za treści. Pod pojęciem pośrednika internetowego rozumiemy każdy podmiot uczestniczący w przekazywaniu informacji elektronicznej. Pośrednikami są więc przedsiębiorcy telekomunikacyjni, ale nie tylko oni. Do pośredników zaliczamy też dostawców e-usług, czyli np. Google, Facebooka, Twittera, Snapchata, Instagrama i wielu, wielu innych.

Problem z odpowiedzialnością za treść pojawia się w przypadku usług, które służą do udostępniania treści wielu osobom. Teoretycznie YouTube mógłby odpowiadać za to, że jedna osoba rozsyła do innych treści niemoralne, złe, odrażające albo naruszające prawa autorskie. Facebook mógłby odpowiadać za rasistowskie wpisy, ale czy faktycznie mu to grozi? 

Na to pytanie już raz udzielono odpowiedzi. W USA i w UE wypracowano mechanizm o nazwie notice and takedown. Polega on na tym, że pośrednik nie odpowiada za przekazywanie treści bezprawnej tak długo, jak długo nie wie, że na jego serwerach lub platformach znajduje się bezprawna treść. Dopiero gdy pośrednik zostanie powiadomiony np. o pirackim filmie lub rasistowskim wpisie, ma obowiązek działać i np. usunąć film lub ukryć wpis. Jeśli tego nie zrobi po otrzymaniu powiadomienia, może odpowiedzieć za bezprawną treść. W styczniowym tekście wskazywałem konkretne ustawy i dyrektywy, które to regulują w USA i w UE.

Dlaczego ta zasada prawna jest niezwykle ważna? Ponieważ umożliwiła rozwój biznesu w internecie. Nigdy nie powstałby YouTube czy Facebook, gdyby jego twórcy ryzykowali od początku ponoszenie odpowiedzialności za treści generowane przez użytkowników.

Przemysł rozrywkowy chce filtrowania

Obecnie wytwórnie muzyczne i filmowe walczą o to, żeby porzucić mechianizm notice and takedown. Na jego miejsce chciałyby wprowadzić większą odpowiedzialność pośredników za treści. Wytwórnie muzyczne chcą, żeby platformy internetowe miały prawny obowiązek filtrowania treści pirackich co w praktyce może mieć złe skutki.

Po pierwsze może to stworzyć zagrożenia dla prywatności bo pośrednicy będą musieli uważniej monitorować treści w swoich sieciach. Inna rzecz, że trzeba będzie wdrożyć mechanizmy auto-cenzury, które doskonałe nie są. Już teraz YouTube ma system Content ID, który niejednokrotnie błędnie oznaczał treści legalne jako naruszające prawa autorskie. Całkiem niedawno pisaliśmy o tym, jak podobny mechanizm w usłudze Scribd zablokował dokument udostępniany przez Dziennik Internautów.

Porażka DMCA? Naprawdę?

W Europie mechanizm notice and takedown może być zniesiony w ramach zaproponowanej reformy praw autorskich. Tej samej reformy, w ramach której może być wprowadzony podatek od linków. Również  w USA prowadzone są dyskusje na ten temat, przy czym w USA mechanizm notice and takedown jest często określany jako DMCA Safe Harbour.

Amerykański i międzynarodowy przemysł muzyczny robi wszystko, aby przedstawić notice and takedown w złym świetle. Na stronie RIAA (organizacji branży muzycznej) opublikowano dokumenty informacyjne na temat rzekomych "porażek systemu". Branża muzyczna wskazuje na to, że samo usuwanie pirackich treści nie wynagradza w żaden sposób dokonanych aktów piractwa. Poza tym koszt ścigania naruszeń jest przerzucany na posiadaczy praw autorskich, którzy w pocie czoła muszą wyszukiwać naruszenia i zgłaszać je do usunięcia. Zdaniem RIAA wielu usługodawców przyjmuje "minimalistyczne podejście" do usuwania treści, a więc nie są one usuwane tak skutecznie jak powinny.

RIAA nie tylko rozpowszechnia takie poglądy, ale też stara się wpływać na polityków i angażuje znanych muzyków do lobbowania za zmianami w prawie.

O czym nie mówi RIAA?

Stali Czytelnicy DI zapewne już widzą, że RIAA pominęła kilka istotnych faktów. Po pierwsze nawet teraz mechanizm notice and takedown bywa nadużywany przez wytwórnie filmowe i muzyczne by usuwać treści legalne!

Niedawno wytwórnia zapłaciła raperowi odszkodowanie za nieuzasadnione usunięcie jego utworu. W ubiegłym roku wyszło na jaw, że niektóre firmy zatrudnione przy wyszukiwaniu i zgłaszaniu naruszeń w rzeczywistości fabrykują naruszenia, które nigdy nie miały miejsca. Przemysł rozrywkowy skarży się na "miliony pirackich linków" i przemilcza fakt, że wiele z tych linków to wygenerowane sztuczne problemy.

99,95% wadliwych zgłoszeń

Do dyskusji na ten temat włączyła się firma Google. Aktywnie walczy ona z piractwem m.in. poprzez usuwanie linków do pirackich treści z Google. Liczba zgłaszanych do usunięcia adresów URL przekroczyła już miliard rocznie choć niezależne badania mówiły, że co trzecie zgłoszenie wzbudza poważne wątpliwości.

Firma Google wzięła udział w konsultacjach prowadzonych przez U.S. Copyright Office. Do dokumentu ze stanowiskiem Google dotarł znany kanadyjski prawnik Michael Geist.

W tym właśnie dokumencie znalazła się ciekawa informacja na temat drastycznie dużych liczb linków, które są zgłaszane do usunięcia niepotrzebnie. Google ujawniła, że jeden z czołowych podmiotów zgłaszających naruszenia zażądał w styczniu 2017 roku usunięcia ponad 16 tys. URLi. Okazało się, że 99.97% tych URLi w ogóle nie znajdowało się w wynikach wyszukiwań Google.

- Ten problem nie jest ograniczony do jednego podmiotu zgłaszającego: w sumie 99,95% wszystkich URLi przetwarzanych w ramach Trusted Copyright Removal Program w styczniu 2017 nie znajdowało się w naszym indeksie - poinformowała Google.

Wyjaśnijmy, że program Trusted Copyright Removal ułatwia proces zgłaszania linków do usunięcia dla pewnych "zaufanych" podmiotów. Te podmioty mogą np. przesyłać URLe do usunięcia w pliku tekstowym o wielkości do 1 MB. Korzystają z pewnych ułatwień właśnie jako "zaufane", ale patrząc na powyższe statystyki trudno zrozumieć powody tego "zaufania". 

Nie od dziś wiadomo, że niektóre firmy antypirackie wcale nie wyszukują naruszeń ale "zgadują" pod jakimi adresami da się znaleźć piracką treść. Zgłaszane do usunięcia URLe są zwyczajnie generowane. Czasami odbywa się to tak nieudolnie, że np. zgłaszane jest naruszenie na stronie, która nie istnieje od kilku lat, a zgłoszenie dotyczy naruszenia związanego z nowym filmem. Wiedzieliśmy o tym zjawisku, ale informacje Google wskazują na jego niemałą skalę.

Google zauważyła w swoim stanowisku, że osoby wyrażające negatywne stanowiska o notice-and-takedown zwykle wskazują dużą liczbę zgłoszeń przekazywanych do Google jako dowód, że mechanizm jest nieefektywny. Tylko że sami posiadacze praw autorskich wpływają na liczbę zgłaszanych linków i masowe zgłoszenia wyraźnie im się opłacają, a liczby są zawyżane kosztem jakości zgłoszeń.

 

Zobacz także:

Kod YouTube. Od kultury partycypacji do kultury kreatywności

Książka ta, ze względu na perspektywę interdyscyplinarną i metodologię (… ) wyznaczy standard badania portali społecznościowych jako istotnego elementu przestrzeni komunikacyjnej internetu.*

Dobry kompromis uwiera wszystkich

Przemysł muzyczny uparcie przemilcza fakt, że mechanizm notice and takedown ma wady po obu stronach. Nie zawsze jest skuteczny w walce z piractwem, to prawda, ale bywa też nadużywany do usuwania treści legalnych. Często można spotkać się z poglądem, że notice and takedown jest jak demokracja - nieidealny, ale jeszcze nic lepszego nie wymyślono. 

Google jest podobnego zdania. W swoim stanowisku konsultacyjnym firma zauważyła, że podejmowane są różne dobrowolne inicjatywy antypirackie (co przeczy argumentowi RIAA i "minimalistycznym podejściu"). Przecież YouTube oferuje Content ID pomimo, iż prawo wcale tego nie wymaga. Skoro zaś linki są zgłaszane na wielka skalę to właściwie znaczy, że system jako tako działa.

W roku 2017 czeka nas jeszcze wiele dyskusji na ten temat i to zarówno w UE jak i w USA. Efekty mogą być bardzo ciekawe.

Poniżej opisywane stanowisko konsultacyjne Google.

Google Additional Comments USCO Section 512 Study by Dziennik Internautów on Scribd

* - Linki afiliacyjne. Kupując książki poprzez te linki wspierasz funkcjonowanie redakcji Dziennika Internautów.


Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać










  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.