Firmy spieniężają piractwo, podatnicy płacą - poseł Jaworski o copyright trollingu

22-09-2014, 09:35

Godziny pracy prokuratorów i policjantów są poświęcane na to, aby kancelarie prawne mogły rozsyłać do internautów pisma z wezwaniami do zapłaty. "Trzeba temu zjawisku postawić szybko tamę" - mówił poseł Andrzej Jaworski w wypowiedzi dla Dziennika Internautów.

W ubiegłym tygodniu poseł Andrzej Jaworski zaproponował zmiany w prawie autorskim, które miałyby powstrzymać copyright trolling, czyli masowe wysyłanie pism do internautów, z wezwaniami do zapłaty za rzekome naruszenia. Poseł proponuje usunięcie z prawa autorskiego przepisu, który mówi o odpowiedzialności karnej za naruszenia. Zastanawialiśmy się już w Dzienniku Internautów, czy jest to zmiana wystarczająca.

Oczywiście spytaliśmy o zdanie również posła Jaworskiego, który odpowiedział na stawiane przez nas pytania. Poniżej zapis krótkiego wywiadu, jakiego udzielił on Dziennikowi Internautów.

DI: Czy Pan Poseł nie obawia się, że projekt praktycznie uniemożliwi ściganie naruszeń w sieci? Mówi się, że obecnie nie istnieje możliwość innego namierzenia sprawcy naruszeń niż przez procedurę karną. Może ułatwiłby to "ślepy pozew", ale tego w Polsce nie ma.

zdjęciePoseł Andrzej Jaworski: Po pierwsze, zmiana nie dotyczy rozpowszechniania w celu przysporzenia korzyści majątkowej, jak i przypadku, gdy "sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa stałe źródło dochodu albo działalność przestępną". W tym zakresie sposób postępowania - przy słusznej pomocy organów ścigania - nie zmieni się. Zmiana dotyczy tylko sytuacji, gdy do rozpowszechniania dochodzi przypadkiem lub bez intencji korzyści majątkowych, co jest codziennością w komunikacji internetowej.

Nie oznacza to też, że takie działania są "legalizowane". Są one po prostu "dekryminalizowane". Oznacza to, że każdy uprawniony będzie mógł dochodzić swoich praw przed sądem cywilnym.

Po drugie, faktycznie jest tak, jak Pan pisze, że prywatni przedsiębiorcy uczynili sobie z organów ścigania agencje wywiadowcze, które - na koszt podatników - ustalają sprawców naruszeń w internecie. Proszę zwrócić uwagę, że najczęściej proponowana kwota "ugody", czyli 550 zł, zdecydowanie przewyższa koszty, jakie ponosi społeczeństwo polskie dla ustalenia osoby, która mogła (ale nie musiała) naruszyć prawo autorskie - jest to wiele godzin pracy prokuratorów, policjantów, w późniejszych etapach sędziów + koszty administracyjno-biurowe. Nie wydaje mi się sprawiedliwe, że koszt ten jest przerzucany na podatników.

Nie jest natomiast prawdą, że nie ma innej drogi do ustalenia danych osoby naruszającej prawa autorskie w internecie. Potwierdzają to wyroku Trybunału UE, potwierdza to wyrok NSA z 21.08.2013 r. (I OSK 1666/12), o którym zresztą Państwo informowali (zob. Namierzanie "hejterów" będzie łatwiejsze? Wyrok NSA sugeruje, że tak). Zgadzam się natomiast, że jest to droga dłuższa i wymagająca od dochodzącego swoich praw nieco większego zaangażowania niż zgłoszenie sprawy w prokuraturze i wyczekiwanie, aż "w sieci" znajdą się oczekiwane dane.

"Ślepy pozew" jest oczywiście ciekawą i wartą rozważenia koncepcją. Ale jako instytucja do tej pory obca prawu polskiemu wymaga głębszej analizy i zastanowienia - jak w praktyce sądowej miałoby to wyglądać. Tymczasem, na chwilę obecną 150 000 osób w Polsce ma de facto rozpoczęte postępowania karne, a z każdym dniem jest ich coraz więcej. Trzeba temu zjawisku postawić szybko tamę. Tym bardziej, że - jak pisałem na początku - nie wpłynie to na reakcję państwa na najpoważniejsze przestępstwa.  

DI: Czy nie sądzi Pan Poseł, że należałoby jednocześnie ograniczyć wysokość odszkodowań w prawie autorskim, aby wyeliminować trolling bazujący na żądaniu odszkodowań absurdalnie wysokich?

AJ: Sądy na gruncie prawa polskiego mają bardzo duże możliwości, jeśli chodzi o miarkowanie odszkodowania i dostosowywania jego wysokości do kwoty wyrównującej szkodę faktycznie poniesioną. Przy innych sprawach cywilnych sądy są wręcz często atakowane za to, że zasądzają odszkodowania zbyt niskie (np. przy urazach ciała, dobrach osobistych). Nie ma zatem obawy, że w Polsce zaczną zapadać wyroki rodem z amerykańskich sal sądowych.

Sonda
Czy popierasz ideę dekryminalizacji niekomercyjnych naruszeń prawa autorskiego?
  • tak
  • nie
  • nie mam zdania
wyniki  komentarze

Jeśli natomiast chodzi o przewidzianą prawem autorskim możliwość żądania dwu- lub trzykrotności kwoty, która byłaby należna przy "legalnym" wykorzystaniu utworu, to - rzeczywiście - jest to instytucja nieznana poza prawem własności intelektualnej, ale wynika z pewnego założenia - że dochodzenie i "wycena" szkody wyrządzonej przez nieuprawnione użycia takiej własności jest na tyle utrudniona, że praktyczniej jest umożliwić dochodzenie "ryczałtowej" sumy odszkodowania. Rolą sądów w tym przypadku jest pilnowanie, aby nie dochodziło do rażącego wygórowania takiego odszkodowania.

Nie oznacza to oczywiście, że nie należy się zastanowić czy - z jednej strony - dalsze utrzymywanie takiego "ryczałtu" jest zasadne, a z drugiej - czy prawo nie powinno przewidywać jakichś dodatkowych zabezpieczeń przed takim postępowaniem, o jakim Pan pisze.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031