Firma w firmie zmorą polskich przedsiębiorców

28-07-2011, 14:46

Wysokie ceny specjalistycznych programów do projektowania i inżynierii powodują, że wiele osób nie kupuje ich na użytek prywatny. Znacznie prościej jest popracować nad „fuchą” na służbowym sprzęcie w trakcie dniówki, naruszając wprawdzie warunki umowy i regulamin wewnętrzny, ale nikt przecież tego nie kontroluje.

– Polskie firmy zazwyczaj nie posiadają oprogramowania, które pozwoliłoby sprawdzić, co konkretnie robią pracownicy na swoich komputerach – mówi Zbigniew Engiel z laboratorium informatyki śledczej Mediarecovery, które w ostatnich miesiącach odbiera coraz więcej zgłoszeń od pracodawców podejrzewających pracowników o prowadzenie firmy w firmie.

Przykład pierwszy - przedsiębiorstwo usług projektowych

Północna Polska. Firma działająca na rynku ponad 10 lat, zatrudniająca 25 osób. Właściciel zaczyna podejrzewać, że dwóch projektantów korzysta z firmowego oprogramowania, wykonując zlecenia dla osób i przedsiębiorstw niebędących klientami firmy. Analiza informatyków śledczych wykazuje, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat praktycznie każdy z zespołu projektowego „robił coś na boku”. Dwóch głównych podejrzanych zrobiło sobie z „fuch” podstawowe źródło przychodów.

Przykład drugi - firma robót drogowych

Zaniepokojenie szefów wzbudziło zachowanie grafika komputerowego, który w godzinach pracy odbierał kilkanaście telefonów dziennie, wychodząc za każdym razem na rozmowy do toalety lub na zewnątrz. Analiza informatyków śledczych wskazała, że osoba ta stale obsługuje kilka firm z różnych branż, budując strony internetowe, newslettery, tworząc projekty graficzne materiałów promocyjnych itp. Wszystko w godzinach pracy i na służbowym sprzęcie. Sprawa zakończyła się rozmową dyscyplinującą bez bolesnych konsekwencji, bo szefowie firmy podejrzewali raczej współpracę z konkurencją niż obsługę graficzną podmiotów gospodarczych.

Przykład trzeci - firma tworząca oprogramowanie komputerowe

Miasto niedaleko granicy z Niemcami. Firma zatrudnia kilkanaście osób, działa od kilku lat. W większości pracownicy to znajomi, znajomi znajomych i rodzina. Właściciel podejrzewa, że nie wszystko w tej sielance dzieje się, jak należy, ale nie ma konkretnych dowodów. Analiza informatyków śledczych wykazała, że część pracowników, korzystając z atmosfery zaufania, jaka panowała w tym miejscu, stworzyła coś w rodzaju firmy równoległej. Wykonywali zlecenia, wystawiali faktury, dzielili się pracą oraz zarobkami. Dodatkowym problemem dla właściciela firmy było to, że musiałby zwolnić w jednym momencie dużą część zespołu, co mogło spowodować paraliż działalności.

Jak przeciwdziałać?

– Polscy przedsiębiorcy mogą się bronić przed takimi zachowaniami pracowników – uważa Zbigniew Engiel z Mediarecovery. Na rynku dostępne są rozwiązania, które pomagają udokumentować wszystkie działania pracowników w sieci, np. EnCase powstał na zlecenie rządu amerykańskiego chcącego skutecznie rozwiązać problem malwersacji, do jakich dochodziło w placówkach dyplomatycznych na świecie. Technologia została skomercjalizowana i jest dostępna również w Polsce. Korzystają z niej zarówno organy ścigania, agencje rządowe, jak i właściciele firm.

>> Czytaj także: "Widzę wszystko, nie zmieniam nic" - podsumowanie analiz informatyki śledczej w 2010 r.


Źródło: materiał nadesłany do redakcji
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy