Copyright trolling "w imieniu producenta" też jest nadużyciem

01-07-2014, 08:43

Jeśli zastraszanie i nadużywanie prawa odbywa się w imieniu producenta filmu, nie jest copyright trollingiem - taką niezwykłą teorię przedstawił pewien ekspert dziennikarzom DGP. Ekspert się mylił i to bardzo.

Dziennik Internautów od dawna stara się popularyzować wiedzę na temat copyright trollingu, czyli takiego działania prawników, w którym prawa autorskie są tylko pretekstem do zastraszania ludzi i żądania od nich pieniędzy.

Copyright trolling zazwyczaj wygląda tak, że prawnicy zbierają adresy IP osób rzekomo naruszających prawa autorskie, uruchamiają przeciwko nim postępowania, a następnie proponują im "ugody" za kilkaset złotych, euro lub dolarów. Pozornie jest to walka z piractwem, ale tak naprawdę jest to działanie bardzo wątpliwe etycznie, bliższe zastraszaniu i nadużyciom niż ochronie twórców.

Zjawisko copyright trollingu dociera do Polski, a w ostatnich dniach media informują o działaniach kancelarii Anny Łuczak, która masowo rozsyła do internautów prośby o wpłacenie 550 zł. Najnowszą falę takich pism Dziennik Internautów opisywał w tekście pt. Kancelaria Anny Łuczak chce czegoś więcej niż 550 zł za ściąganie filmu. Co z tym robić?

Czy to już copyright trolling?

Temat podjęły największe media i oto na łamach Dziennik.pl możemy znaleźć tekst Sylwii Czubkowskiej o tym, że operatorzy telekomunikacyjni wydają dane internautów ściągających filmy. W tym tekście jest wiele ciekawych spostrzeżeń dotyczących tego, że działalność Anny Łuczak jest zwyczajnym obciążeniem dla organów ścigania.

We wspomnianym tekście jest również wypowiedź eksperta, prawnika Piotra Iwanickiego, który powiedział coś takiego:

Raczej nie oceniałbym działań tej kancelarii w ramach copyright trollingu, bo jednak występuje ona w interesie konkretnych producentów, których prawa autorskie zostały naruszone.

Dlaczego ekspert się myli?

Niestety ekspert bardzo się myli. Nie wątpię, że Piotr Iwanicki może być świetnym prawnikiem, natomiast najwyraźniej nie wie dużo o copyright trollingu i nie obserwował uważnie tego zjawiska w ostatnich latach. Dlaczego tak sądzę?

  1. Copyright trolling z reguły odbywa się w imieniu producentów filmów. Oczywiście to prawnicy są na pierwszej linii frontu, to oni wysyłają zastraszające pisemka, ale oni nigdy nie działają "samozwańczo". Prawnicy zawsze mają swoich "mocodawców". To jest bardzo ważny element tego zjawiska, bo pozwala na budowanie wrażenia, że chodzi o ochronę twórców. Gdyby ten lub inny prawnik działał bez mocodawcy, nie mógłby robić wrażenia "antypirata".
  2. Zastraszanie ludzi i nadużywanie prawa zawsze będzie tak samo złe, niezależnie od tego, w czyim imieniu się odbywa. Wielokrotnie już tłumaczyłem na stronach Dziennika Internautów, że zastrzeżenia etyczne pod adresem copyright trollingu obejmują: masowe zastraszanie w celu zarobku, nadużywanie postępowania karnego i nierzadkie atakowanie osób niewinnych. Te zjawiska będą złe również wtedy, gdy odbywają się w imieniu producenta.

Z docierających do mnie informacji wynika, że Anna Łuczak wysłała swoje pisma do osób pewnych swojej niewinności. Czy atakowanie niewinnych osób jest bardziej etyczne, gdy odbywa się w imieniu producenta filmu?

Przypadki zagraniczne

Również zagraniczne przypadku copyright trollingu pokazują, że mamy do czynienia z poważną patologią w imieniu producentów. W Niemczech ponad 100 tys. osób rocznie jest zastraszanych przez prawników i odbywa się to jak najbardziej w imieniu producentów. Trolling pozwala producentom "sprzedać" film w cenie, w jakiej nikt nigdy by go nie kupił,

W USA bardzo popularne stało się atakowanie internautów w imieniu producentów filmów pornograficznych. Dzięki temu prawnicy-trolle stosowali dodatkowe formy nacisku, np. grozili ludziom, że poinformują wszystkich sąsiadów i rodzinę o tym, że dana osoba jest podejrzana o pobieranie porno.

Dziennik Internautów opisywał niedawno ciekawy przykład firmy Elf-Man LLC, która odstąpiła od ścigania jednego domniemanego pirata po tym, jak w procesie sądowym zaistniało ryzyko ujawnienia większej ilości informacji na temat trollingowych działań. Firma Elf-Man LLC to producent filmu Elf-Man. Firma ta najwyraźniej zaatakowała niewinnego internautę i czy ten atak był bardziej uzasadniony tylko dlatego, bo stał za nim producent?

Sonda
Czy zastraszanie w imieniu producenta filmu jest bardziej etyczne niż zastraszanie w ogóle?
  • tak
  • nie
wyniki  komentarze

Copyright trolling - próba definicji

Odnoszę wrażenie, że Dziennik Internautów odniósł pewien sukces w dziedzinie promowania wiedzy o copyright trollingu. Inne media zaczynają używać tego terminu. Niestety istnieje teraz ryzyko, że podejmowane będą próby wykrzywienia znaczenia tego terminu, aby przekonać ludzi, że działania trolli nie są takie znowu złe.

Czym zatem jest copyright trolling? Mówiąc najkrócej, jest to zarobkowe zastraszanie ludzi pod pretekstem ochrony praw autorskich. Można też powiedzieć, że jest to takie egzekwowanie praw autorskich, które jest nastawione na zysk i wiąże się z działaniami wątpliwymi etycznie. Nie ma znaczenia, w czyim imieniu to się odbywa.

Czytaj także: Zapłać 550 zł za pobieranie filmu? Co na to Naczelna Rada Adwokacka?


  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2020»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31