Cenzura nie działa - nauczka z USA

04-04-2011, 13:40

Głośno było o cenzurowaniu sieci przez USA, ale wiele zablokowanych stron wróciło do internetu pod innymi adresami. Amerykańscy podatnicy zapłacili za bezsensowną akcję. Najbardziej chyba zaszkodzono małym firmom, których strony ocenzurowano przez pomyłkę.

Minęło już trochę czasu od momentu, gdy amerykańskie władze zabrały się za cenzurowanie stron WWW całemu światu. ICE - służba podległa Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego - na podstawie sądowego nakazu powodowała blokowanie określonej domeny, tzn. osoby, które odwiedziły dany adres, zobaczyły zamiast strony charakterystyczny komunikat. Operatorzy stron nie byli o tym powiadamiani i cała operacja odbywała się bez tykania serwerów, na których umieszczono dane strony.

Akcję ICE ochrzczono jako "Operation In Our Sites". Była ona skierowana przeciwko stronom z podróbkami oraz ułatwiającym naruszanie praw autorskich. Była też podobna akcja "Operation Protect Our Children" skierowana przeciwko stronom pedofilskim.

>>> Czytaj: Dzień Przeciwko Cyber-cenzurze. Napiszesz do europosła?

W listopadzie zablokowano 82 strony i Dziennik Internautów wspominał o tym, że część z nich wracała do sieci pod innymi adresami. Wśród zablokowanych stron były 4 związane z piractwem i jak donosi TorrentFreak, wszystkie serwisy wróciły do sieci po blokadzie.

Ponadto TorrentFreak podaje, że ostatnia runda blokowania miała miejsce w lutym. Zablokowano 10 domen należących do 6 usługodawców oferujących usługi streamingowe. Tylko jedna z tych usług nie wróciła do sieci - prowadził ją Bryan McCarthy aresztowany w związku z zarzutami o naruszenie praw autorskich. Prawdopodobnie sam wyłączył swoją stronę.

W ubiegłym roku w ramach podobnej akcji zablokowano 8 serwisów oferujących streaming. Co najmniej trzy z nich kontynuowały świadczenie usług po blokadzie. Ten i inne przykłady pokazują, że cenzura stosowana przez ICE nie jest skutecznym środkiem walki przeciwko naruszeniom praw autorskich (zob. TorrentFreak, US Government’s ‘Pirate’ Domain Seizures Failed Miserably).

A przemysł się cieszy...

Ciekawe jest to, że przedstawiciele przemysłu filmowego naprawdę się cieszą. Na stronie MPAA możemy znaleźć list do członków amerykańskiego kongresu, w którym wyrażono poparcie dla cenzury w imię ochrony praw autorskich.

W liście czytamy m.in., że akcje ICE są wynikiem przejrzystego procesu podlegającego kontroli sądu (sic!), a zablokowane strony nie są niewinne. Jest też mowa o tym, że "nielegalne strony" zostały "wyrzucone z interesu".

MPAA nie mówi prawdy. ICE zablokowała tysiące niewinnych stron, choć było to przy okazji akcji przeciwko stronom pedofilskim. Cały proces nie jest zbyt przejrzysty, skoro nawet członkini kongresu nie mogła się dowiedzieć, w jaki sposób władze USA chcą uniknąć błędów. Trudno zrozumieć, dlaczego nie zablokowano Google, skoro akcja uderzyła w inną wyszukiwarkę. Wreszcie można śmiało stwierdzić, że nie jest prawdą, że cenzura wyrzuciła z interesu "nielegalne" strony.

Dlaczego więc MPAA się cieszy? Bo jej i podobnym organizacjom zależy na pokazaniu swojej siły i przekonywaniu, że najostrzejsze akcje przeciwko piratom przynoszą jakąś korzyść. Politycy ulegający takim wpływom chętnie zgodzą się z MPAA. Przecież nikt z administracji Obamy nie powie otwarcie: "owszem, cenzurowaliśmy internet, ale i tak nic dobrego z tego nie wyszło".

>>> Czytaj: Organizacje antypirackie chcą zablokować 100 niewygodnych domen


Źródło: TorrentFreak, MPAA
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Listy
Listy  
« Sierpień 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031