Biznes bez globalnej domeny utknie w kraju

09-01-2019, 17:59

Firmy, które działają za granicą lub zamierzają wejść na nowe rynki, powinny rozpocząć od rejestracji największej domeny świata - .com. W przeciwnym razie, pozostaną niewidoczne w sieci i bardzo trudno będzie im wyjść z towarem oraz usługami poza lokalne granice.

W 2017 r. polskie firmy sprzedały za granicę towary za ponad 200 mld euro, co jest najlepszym wynikiem w historii. Potencjał jest jednak dużo większy. To jak rozpocząć ekspansję i dotrzeć do zagranicznych klientów, dobrze ilustrują badania firmy Searchmetrics. Postanowiła ona sprawdzić przeglądarkową „siłę przebicia” adresów internetowych z domeną .com w konfrontacji ze stronami internetowymi dysponującymi innymi końcówkami. Przeanalizowano aż 100 milionów linków w wyszukiwarce Google. Aż jedna czwarta z nich odwoływała do portali z domeną .com. Co więcej, aż 89% serwisów pozostaje całkowicie niewidocznych dla internautów posługujących się najpopularniejszą wyszukiwarką świata. Powód? Lądują na zbyt odległych pozycjach.

Drugi z wniosków płynący z badań daje doskonały obraz rywalizacji, jaka toczy się między ogromną liczbą przedsiębiorstw. Nie chodzi bynajmniej o udziały w rynku, a o najwyższe miejsce w wynikach wyszukiwania i pozostanie na pierwszej stronie wyników Google. Grzegorz Żmijewski, ekspert branży ICT, zajmujący się pozyskiwaniem międzynarodowych adresów WWW, zauważa, że tylko 11% z tak licznej puli przeanalizowanych serwisów dysponowało skuteczną strategią optymalizacji (SEO). Zdaniem autorów badania powinna ona łączyć domenę najwyższego poziomu .com z właściwie pozycjonowanym kontentem oraz słowami kluczowymi. Te ostatnie, choć bardzo istotne, zwykle nie przyniosą jednak efektu jeśli będą „osadzone” na witrynie korzystającej z nisko-punktowanej przez Google domenie. Przykładem może być np. domena krajowa czy też nTLD, jak np. .online, .tech czy .cloud.

Domena zamiast reklamy

Z opinią tą dobrze koresponduje przykład spółki ESS Data Recovery, która przechodząc rebranding w 2008 roku zdecydowała się na zmianę nazwy na datarecovery.com. Zakupiła ona taką właśnie domenę za kwotę aż 1,659 miliona dolarów. Po upływie dziesięciu lat, prezes firmy Benjamin Carmitchel nie ma jednak najmniejszych wątpliwości, że mimo bardzo wysokiej ceny, była to udana inwestycja. Wcześniej firma wydawała od ćwierć do pół miliona dolarów rocznie na kampanie internetowe – zarówno online, jak i offline. Obecnie, wydatki te zostały zredukowane niemal do zera, gdyż jak przekonuje CEO datarecovery.com, po prostu nie ma takiej potrzeby, biorąc pod uwagę ilość zleceń. Dodał także, że domena ta stała się wyróżnikiem w momencie, gdy rynek niegdyś składający się z kilku firm świadczących usługi Business Continuity urósł nagle do kilku tysięcy konkurujących ze sobą przedsiębiorstw.

Albo w czołówce, albo wcale

Na wagę utrzymania firmowego serwisu WWW w najwyższych wynikach wyszukiwania zwracają również analizy zachowań samych internautów. Jak wynika z badania firmy Chitika Insights, aż 91,5% ruchu w wyszukiwarce Google sprowadza się do pierwszej strony wyników dotyczących wpisanej frazy. Druga strona obsługuje już jedynie 4,8% ruchu. W innej analizie – dokonanej przez  specjalistów MOZ.COM – zwraca się z kolei uwagę, że pierwsza strona wyników przejmuje 71,3% aktywności internautów, na drugą zaś trafia już jedynie 4%.

Źródło: inPlus Media


Źródło: materiał nadesłany do redakcji
  
znajdź w serwisie

RSS  


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Marzec 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031