Ashley Madison chwali się nowymi rejestracjami. Czy stosował kobiety-boty?

01-09-2015, 09:07

- Choć zaatakowano nasz biznes i klientów, rośniemy - chwali się serwis randkowy Ashley Madison. Tymczasem w mediach pojawia się pytanie, czy serwis nie stosował kobiecych botów, by zarabiać na iluzji kontaktów z kobietami?

Krótko:

  • Serwis Ashley Madison wydał oświadczenie, z którego wynika, że mimo wycieku rejestrują się w nim nowi użytkownicy, w tym wiele kobiet. 
  • Annalee Newitz z Gizmodo opublikował artykuł, w którym twierdzi, że serwis mógł korzystać z botów w celu stworzenia wrażenia, że kobiety są aktywnymi użytkownikami. 

Wyciek z serwisu randkowego Ashley Madison wciąż jest tematem drążonym przez media, choć teraz już od innej strony niż tylko zagrożenie dla prywatności. Hakerzy ujawnili kod źródłowy serwisu, a to z kolei pozwoliło różnym osobom na analizowanie modelu biznesowego Ashley Madison. Wyciągane z kodu wnioski są coraz bardziej zastanawiające. 

Złudzenie kontaktu z kobietą?

Hakerzy stojący za atakiem od początku twierdzili, że w Ashley Madison mogło być wiele fałszywych kont kobiet. To oznacza, że z serwisu mogli korzystać głównie mężczyźni, którzy nie płacili za możliwość poznania kobiety. Oni mogli płacić za zwykłe złudzenie, że oto znaleźli się w seksualnym raju. 

Annalee Newitz z serwisu Gizomodo postanowił zbadać tę sprawę. W jego pierwszym artykule na ten temat czytamy, że spośród 5,5 milionów kont kobiet na Ashley Madison niemal wszystkie były kontami nieaktywnymi. Według Newitza liczba niewątpliwie autentycznych kobiecych profili może być oceniona na... 12 tysięcy. Tyle kobiet zapłaciło za usunięcie danych z serwisu, więc można wnioskować, że naprawdę go używały. Poza tym na Ashley Madison było wiele kont, które wyglądały na "martwe".

Ashley Madison: Mamy kobiety i nowe rejestracje!

Serwis Ashley Madison wydał dziś oświadczenie w tej sprawie. W tym oświadczeniu czytamy, że "niektórzy dziennikarze odwrócili spojrzenie od kryminalnego działania", atakując Ashley Madison zamiast hakerów. Przykładem takiego dziennikarza miał być reporter, który wyciągnął błędne wnioski na temat aktywnych kobiecych kont. W oświadczeniu nie napisano tego wprost, ale zapewne chodziło o materiał Gizmodo

Ponadto przedstawiciele Ashley Madison oświadczyli, że ich strona ciągle rośnie. Tylko w ubiegłym tygodniu miało się na niej zarejestrować "setki tysięcy nowych użytkowników", w tym ponad 87 tys. kobiet.

Co więcej, według Ashley Madison kobiety wysłały 2,8 mln wiadomości przez platformę. 

Stosowali kobiety-boty?

Annalee Newitz zdążył już napisać drugi artykuł na temat kobiet na Ashley Madison. Przyznał, że mógł się mylić w swoich pierwszych oszacowaniach, ale jego dalsze ustalenia wcale nie są bardziej korzystne dla Ashley Madison. 

Teraz reporter Gizmodo twierdzi, że w kodzie źródłowym da się znaleźć dowody na to, że serwis Ashley Madison używał armii kobiecych botów, czyli programów do wysyłania wiadomości w imieniu nieistniejących kobiet. W żargonie programistów Ashley Madison te boty miały być określane jako "engagers".

Reporter Gizomodo twierdzi, że znalazł w kodzie m.in. komentarze związane z tymi botami. Te programy korzystały z tzw. aniołków ("angels"), czyli wcześniej utworzonych fałszywych profili. Te profile były jakby "skórkami", w które przyodziewał się bot przed skontaktowaniem się z użytkownikiem.

Z komentarzy wynika nawet, że mogło dochodzić do wypadków z botami, np. udający kobietę bot mógł zaczepiać geja. 

Sonda
Czy wierzysz, że serwisy randkowe mogą tworzyć fałszywe profile by przyciągnąć użytkowników
  • tak
  • nie
  • nie mam zdania
wyniki  komentarze

Boty najwyraźniej posługiwały się różnymi językami, zatem mogli na nie trafić ludzie z różnych krajów. Boty mogły się dostosowywać do szczególnych sytuacji, np. programy "atakujące" użytkowników z Afryki wybierały tożsamość kobiety tej samej rasy co użytkownik. Newitz twierdzi również, że boty najwyraźniej nie "atakowały" kobiet poszukujących innych kobiet. Kobiety generalnie były uprzywilejowane w Ashley Madison. Nie płaciły, było ich mniej, nie narażały się na boty. 

Serwis Ashley Madison jeszcze nie odniósł się do najnowszego artykułu Gizmodo. Czy to zrobi? Nie wiemy. W każdym razie artykuł ten stawia nowe pytania o uczciwość działania serwisów randkowych. Poza tym ustalenia Gizmodo (jeśli są słuszne) mogą potwierdzać to o czym pisaliśmy wcześniej. Sama rejestracja w Ashley Madison nie jest dowodem zdrady. Pytanie brzmi, ilu nowych użytkowników Ashley Madison stanowią dziennikarze, blogerzy i w ogóle ciekawscy, którzy chcą się dowiedzieć, jak to działa. Jak wielu ludzi naprawdę liczyło, że uda im się zdradzić? Ilu to się naprawdę udało? Czy to mogło być jedno wielkie złudzenie?


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy