Artyści nie rozumieją opłaty reprograficznej, ale jej bronią

30-04-2015, 15:22

Artyści mówią, że opłata reprograficzna jest im potrzebna. Niestety z ich wypowiedzi czasem wynika, że nie rozumieją oni dobrze, czym ta opłata jest, kto ją naprawdę ponosi i dlaczego. Przykładem może być Jacek Cygan, który wypowiadał się na potrzeby akcji "Czyste nośniki".

W Polsce ciągle trwa dyskusja o opłacie reprograficznej, która może być doliczona do cen smartfonów, tabletów i komputerów (obecnie obejmuje tylko czyste nośniki i urządzenia do kopiowania). W ostatnim czasie organizacje lobbujące za rozciągnięciem tej opłaty (ZAiKS, ZPAV, SAWP) uruchomiły akcję uświadamiającą społeczeństwo o znaczeniu opłaty reprograficznej. Pisałem o tej akcji i nawet ją trochę chwaliłem, ale niestety dotarliśmy do momentu, gdy w ramach tej akcji zaczęto rozgłaszać niezbyt rzetelne informacje. 

Cygan o "bezprawnym" wykorzystywaniu

Na stronie akcji na Facebooku pojawił się film, w którym artyści mówią o konieczności rozciągnięcia opłaty reprograficznej. Warto zwrócić uwagę na dwie wypowiedzi. Najpierw Ryszard Poznakowski porównuje wolno aktualizowane prawo do policjanta, którego zawsze wyprzedzi złodziej. W dalszej części filmu znany tekściarz Jacek Cygan wypowiada takie słowa:

U nas jest bardzo zakorzenione, zresztą historycznie jest to uzasadnione, myślenie tego typu: "Chcą nam zabrać, znowu będziemy pokrzywdzeni, znowu będziemy więcej płacić, to jest zamach na naszą wolność". A przecież czy nie jest zamachem na wolność twórców to, że ich utwory są bezprawnie wykorzystywane na smartfonach i tabletach? Przecież to jest to samo, tylko w drugą stronę. 

Tą wypowiedzią Jacek Cygan pokazał, że nie wie, czym jest naprawdę opłata reprograficzna, albo wie, tylko próbuje manipulować opinią publiczną. Jest też trzecia możliwość, że ta wypowiedź została wyrwana z kontekstu i nie dotyczyła opłaty reprograficznej, ale mimo wszystko została w takim kontekście użyta i to nie jest nic dobrego.  

Przypomnijmy zatem, że opłata reprograficzna nazywana jest powszechnie "podatkiem od piractwa", ale to tylko nazwa potoczna. Nawet w Dzienniku Internautów stosowaliśmy ten termin, ale podkreślaliśmy, że jest on obarczony błędem.

Tak naprawdę opłata reprograficzna nie jest, nie była i nie może być rekompensatą za pliki uzyskane ze źródeł nielegalnych. Opłata reprograficzna jest opłatą za legalne kopiowanie wykonane na użytek prywatny przez legalnego nabywcę. Mówimy więc o sytuacji, gdy ktoś kopiuje na smartfona np. kupioną płytę. Prawo unijne nawet nie pozwala na wprowadzanie opłat za piractwo, co potwierdził wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z ubiegłego roku.

Nawet organizacje ZAiKS, ZPAV i SAWP niejednokrotnie podkreślały, że opłata reprograficzna nie jest podatkiem od piractwa. Na stronie ZAiKS znajdziecie nawet artykuł na ten temat. Jeśli zestawimy to z wypowiedzią Jacka Cygana, to widzimy ewidentny błąd w powoływaniu się na "bezprawne wykorzystywanie".

Artyści bronią interesu pośredników

We wskazanym filmie na stronie akcji "Czyste nośniki" padło wiele innych twierdzeń, z którymi można dyskutować. Niektóre z nich już słyszeliśmy, jak np. to, że opłata reprograficzna dotyczy tylko bogatych producentów (tak jakby producenci nie kształtowali cen końcowych w oparciu o wszystkie koszty). Wspomniana wypowiedź Jacka Cygana sugeruje też, że sprzeciw wobec opłaty reprograficznej widoczny jest tylko w Polsce, a to nieprawda. Opłata reprograficzna wzbudza kontrowersje w całej UE i nawet Komisja Europejska krytykowała w przeszłości te opłaty.

W filmiku padają też słowa o tym, że ludzie zajmujący się sztuką są nieliczni. To nieprawda. Całe masy ludzi zajmują się różnymi formami twórczości i większość z tych ludzi nie ma nic z opłaty reprograficznej. 

Moim zdaniem wypowiedzi takie jak ta Jacka Cygana potwierdzają jedno: sami artyści nie wiedzą dobrze, czym jest opłata reprograficzna. Jacek Cygan najwyraźniej myślał, że opłata reprograficzna jest opłatą za bezprawne kopiowanie. Jeśli tak, to mylił się. Spójrzmy także na  wypowiedź Kazika cytowaną przez Gazetę Prawną w artykule pt. Opłata reprograficzna to nie haracz od smartfonów, ale ustawowy obowiązek. Kazik przyznał się do niewiedzy, mówiąc...

Nie wiedziałem, że między tantiemami otrzymywanymi z ZAIKS-u są także te za tzw. czyste nośniki. Który artysta sprawdza skąd przyszła kasa

No właśnie? Który artysta to sprawdza? Często traktujemy artystów jako specjalistów od rynku kreatywnego, ale oni nie muszą być specjalistami od prawa autorskiego. Nie wszyscy artyści mają pełną świadomość tego, jak działają choćby organizacje zbiorowego zarządzania. Wielu z nich domyślnie zakłada, że wydawcy i OZZ działają w ich interesie, ale czy naprawdę tak jest? W rzeczywiści istnieją punkty, w których cele OZZ są inne niż cele artysty. Przykładowo, artyście powinno zależeć na szybkim uzyskaniu pieniędzy z OZZ, ale OZZ mają powody do tego, by pieniądze przytrzymać.

Zauważmy, że artyści bardzo rzadko zrzeszają się w celu chronienia swoich interesów. OZZ są określane jako stowarzyszenia artystów, ale de facto są one pośrednikami realizującymi własne cele. Debata o prawie autorskim wyglądałaby całkiem inaczej, gdyby artyści występowali w interesie własnym, a nie w interesie pośredników. 

Dwugłosem o opłacie

Można postawić na koniec jeszcze jedno pytanie. Dlaczego organizatorzy akcji "Czyste nośniki" zamieścili w filmie wypowiedź Jacka Cygana, która zawiera tak oczywisty błąd. Przypadek? Niekoniecznie. Organizatorom akcji "Czyste nośniki" może zależeć na utrzymaniu swoistego dwugłosu w sprawie opłaty reprograficznej. Pierwszym głosem mówią oni o tym, czym opłata reprograficzna naprawdę jest. Drugim głosem sugerują, że artyści są okradani i dlatego opłata im się należy. Wizerunkowo jest to zrozumiałe, natomiast z merytorycznego punktu widzenia można mieć zastrzeżenia.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Październik 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031