Amerykański robak szpiegował władze Francji? No to się porobiło...

22-11-2012, 14:35

Szpiegowskie narzędzie Flame, stworzone do szpiegowania Iranu, mogło śledzić doradców Nicolasa Sarkozy'ego, byłego już prezydenta Francji - donosi francuski L'Express.

Flame to prawdopodobnie jeden z najbardziej zaawansowanych programów szpiegowskich. Został on odkryty w maju tego roku przez firmę Kaspersky Lab. Krótko potem ten cyberszpieg otrzymał rozkaz autodestrukcji. To sugeruje, iż jego twórcy nie chcieli, by istnienie szkodnika dostrzegł cały świat. Jedna z teorii na temat Flame'a mówi, że jest to jedna z amerykańskich cyberbroni przeciwko Iranowi.

Do tajnych dokumentów przez Facebooka

Francuski L'Express podał przedwczoraj niezwykłe informacje. Według gazety robak przypominający Flame'a zainfekował komputery bliskich współpracowników Nicolasa Sarkozy'ego, gdy ten był jeszcze prezydentem Francji.

Do infekcji miało dochodzić przez Facebooka - atakujący wysyłali do ofiar link do strony przypominającej intranetową stronę Pałacu Elizejskiego. Dalej było tak, jak przy zwykłym ataku phishingowym - złośliwe strony przechwytywały dane logowania i dodatkowo instalowały szkodniki na komputerach ofiar.

zdjęcie

Według L'Express szpiegowski robak mógł pozyskać państwowe poufne pisma i plany strategiczne. Atak został wreszcie wykryty przez francuską agencję ds. bezpieczeństwa informatycznego ANSSI i to ona zajmowała się oczyszczaniem elizejskiej sieci intranetowej z tego szkodnika (zob. Cyberguerre: comment les Américains ont piraté l'Élysée).

Nic się nie stało?

Oficjalnie nic się nie stało, tzn. francuski rząd nie komentuje sprawy, natomiast ambasada USA stanowczo zaprzecza, jakoby Stany Zjednoczone były zamieszane w ten cyberatak.

Sonda
Obawiasz się cyberwojny?
  • tak, bo to zagrożenie dla obywateli
  • tak, bo to pretekst do wprowadzania złego prawa
  • nie
wyniki  komentarze

Trudno wyrokować na temat tego, kto mógł dokonać ataku i po co. Dobre relacje między Francją i USA nie mogą być tutaj żadną wskazówką. Państwa oficjalnie zaprzyjaźnione chętnie zbierają wszelkie informacje na swój temat, co zresztą świetnie pokazały wycieki Wikileaks z 2010 roku.

Istotniejszy jest inny wniosek. Rządy zaczynają traktować cyberprzestrzeń trochę jak "dziki zachód". Nie boją się używać cyberbroni, bo zawsze można się jej wyprzeć. Efekty mogą być takie, że ktoś niechcący dostanie rykoszetem. Dla zwykłych obywateli cyberwojna  może też oznaczać tworzenie kłopotliwego prawa pod pretekstem walki o cyberbezpieczeństwo.


  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Październik 2019»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031