Amazon jako wydawca - to ewolucja a nie rewolucja

19-10-2011, 10:24

"Amazon podpisuje umowy z pisarzami! Rewolucja! Wydawcy przerażeni!" - pisze New York Times, a za nim inne gazety. Warto w tej sytuacji zwrócić uwagę na fakty. Amazon wydaje książki nie od dziś, a pomijanie pośredników w procesie udostępniania dzieł też nie jest niczym nowym. Po prostu teraz zauważono, że ten nowy model naprawdę może konkurować ze starym.

Przedwczoraj New York Times podał, że tej jesieni Amazon opublikuje 122 książki w formie fizycznej i elektronicznej, pomijając przy tym pośredników, jakimi są wydawcy. Firma zabiega o kontrakty z najbardziej popularnymi autorami. Za opublikowanie pamiętnika aktorki Penny Marshall Amazon ma podobno zapłacić 800 tys. USD. Eksperci cytowani przez NYT mówią, że wydawcy "boją się Amazona", "są przerażeni" i "nie wiedzą, co robić". Za amerykańskim dziennikiem polska Gazeta.pl pisze, że "Amazon rozpoczął rewolucję na rynku książki".

W czerwcu br. Dziennik Internautów poruszał ten temat. Nie chodzi o to, że Amazon zaczął wydawać książki, bo firma robi to od dłuższego czasu. Widać jednak, że w ostatnim czasie działania w tym obszarze są bardziej intensywne. W maju Amazon Publishing ogłosił otwarcie oddziału Montlake Romance zorientowanego na romanse, a potem jeszcze oddziału Thomas & Mercer dla kryminałów i thrillerów.

Niedawno (11 października) wystartował 47North - oddział Amazon Publishing skupiający się na science fiction, fantasy oraz horrorze. Wiadomo też, że nowe biuro wydawnicze Amazona otworzył w Nowym Jorku Larry Kirshbaum, będący przez wiele lat szefem Time Warner Book Group. Amazon niewątpliwie chce wzmocnić swoje ramię wydawnicze, ale czy mamy powody, aby mówić o rewolucji?

Czytaj: Google che uruchomić sklep z muzyką

Po pierwsze warto zauważyć, że idea pomijania wydawcy poprzez dystrybucję dzieł w sieci nie jest nowa. Popularni blogerzy docierają do swoich odbiorców z pominięciem wydawców prasy. Są muzycy, którzy wydają płyty na własną rękę. Są też autorzy książek udostępniający dzieła bezpośrednio czytelnikom lub przez serwisy takie, jak Lulu.com. Amazon tego wszystkiego nie wymyślił. Firma podniosła tylko poprzeczkę, wchodząc na obszary dotychczas zarezerwowane dla "tradycyjnych wydawców".

Wejście na "obszary zastrzeżone" wynika z naturalnej ewolucji Amazonu. Firma odniosła sukces w e-handlu i dysponuje środkami na dalszy rozwój. Dlaczego Amazon ma być zmuszony do ulegania wydawcom, skoro może umocnić swoje własne ramie wydawnicze? Po prostu wejście na rynek wydawniczy jest korzystnym kierunkiem ekspansji. Być może należałoby zadać inne pytanie - dlaczego "tradycyjni wydawcy" nie próbują tworzyć e-sklepów naprawdę konkurencyjnych dla Amazonu? Czy nie mogłoby powstać konsorcjum wydawców, które zaoferuje coś lepszego niż Kindle?

Wcześniej, pisząc o działalności wydawniczej Amazona, zwracaliśmy uwagę na jedną rzecz - jako e-sprzedawca Amazon bardzo dużo wie o swoich klientach, a tradycyjni wydawcy nie mają tak wielu danych o zachowaniach nabywców. Amazon może nawet sugerować autorom, w jaki sposób pisać poczytne książki. Firma może objąć kontrolę nad wszystkimi formami dzieł literackich, od momentu ich tworzenia aż do dostarczenia ich odbiorcy (nierzadko w formie elektronicznej, odczytywanej z tabletu od Amazona).

Do tak silnej pozycji Amazon nie dochodzi w drodze rewolucji. Rewolucja to coś, co wybucha nagle i może szybko zgasnąć. Amazon korzysta z naturalnej ewolucji procesu udostępniania dzieł w środowisku cyfrowym. To nie jest proces nagły, ale bardziej stały i trudniejszy do powstrzymania niż "rewolucja".

Czytaj: UE: Porozumienie ws. książek o wyczerpanym nakładzie


Źródło: NYT, Amazon, DI
  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy