Aktualizacja: Rosyjscy śledczy znaleźli haka na blogera tropiącego korupcję?

18-12-2012, 11:18
Aktualizacja: 19-12-2012, 11:54

W przeddzień manifestacji przeciwko rządom Putina media obiegła wiadomość, że Aleksiej Nawalny, jeden z liderów rosyjskiej opozycji znany ze swojej działalności w internecie, został oskarżony o pranie brudnych pieniędzy.

Tym, którzy śledzą wydarzenia w Rosji, Aleksieja Nawalnego przedstawiać nie trzeba - to bloger od lat walczący z korupcją, który niejednemu nadepnął na odcisk. Niektórzy spekulują, że boi się go nawet prezydent Władimir Putin. W tej chwili toczą się przeciwko niemu już dwa dochodzenia.

Pierwsze dotyczy spowodowania strat materialnych w państwowym przedsiębiorstwie przemysłu drzewnego Kirowles - cztery lata temu Nawalny miał namówić szefa tej spółki do zawarcia niekorzystnej umowy. Postępowanie w tej sprawie było wszczynane i umarzane już kilkakrotnie.

Nawalny: Teraz wzięli się za moją rodzinę?

Najnowszy zarzut, jak podaje „Gazeta Prawna, dotyczy zagarnięcia mienia i prania pieniędzy. Według Komitetu Śledczego w 2008 r. brat Aleksieja, Oleg Nawalny, będąc dyrektorem jednego z departamentów rosyjskiej poczty, nakłonił spółkę z kapitałem zagranicznym, prowadzącą działalność na terenie Rosji, do zawarcia umowy na przewozy towarowe z firmą Gławnoje Podpisnoje Agentstwo (ros. Главное Подписное Агентство, GPA), założoną przez Aleksieja Nawalnego.

Bracia, zawyżając koszty usług świadczonych przez GPA, w ciągu trzech lat mieli wyłudzić ponad 55 mln rubli (1,8 mln dolarów). Innymi słowy, zarobili więcej, niż zadeklarowali, podpisując umowę. Większość kwoty wydali na własne potrzeby, a 19 mln rubli zainwestowali w inną firmę, której są współwłaścicielami, co Komitet Śledczy nazywa praniem brudnych pieniędzy.

W przeddzień zapowiadanej od kilku tygodni manifestacji antyputinowskiej Komitet Śledczy przeprowadził rewizje w domu Olega Nawalnego oraz u rodziców braci. Nie rozumiem. Moja osoba nie wystarczy i teraz wzięli się za moją rodzinę? - skomentował to na Twitterze Aleksiej Nawalny. Działania Komitetu odczytano w Moskwie jako ostrzeżenie przed udziałem w nielegalnej demonstracji (władze nie wydały bowiem na nią zgody).

Aleksiej Nawalny, fot. MItya Aleshkovskiy (CC BY-SA 3.0)

Aleksiej Nawalny, fot. MItya Aleshkovskiy (CC BY-SA 3.0)

Kreml celnie uderzył w opozycję?

Władimir Putin może być zadowolony - według policji na plac Łubiański w Moskwie, gdzie znajduje się siedziba Federalnej Służby Bezpieczeństwa (bezpośredniej następczyni KGB), w sobotę przyszło zaledwie 700 manifestantów. Policja podała, że 300 z nich stanowili dziennikarze, a 400 - blogerzy. Zatrzymano około 40 osób, w tym Aleksieja Nawalnego, którego zwolniono jednak tego samego dnia po przesłuchaniu.

Spadek popularności akcji ulicznych, na których w grudniu 2011 r. zbierało się nawet ponad 100 tys. zwolenników opozycji, jest dla Kremla sygnałem ostatecznego zwycięstwa nad oponentami - komentuje Wacław Radziwinowicz, korespondent „Gazety Wyborczej” w Moskwie. Dodaje jednak, że może to być radość przedwczesna.

Aktualizacja: Następne oskarżenie w drodze

Jak podaje dziś „Gazeta Wyborcza”, Komitet Śledczy planuje w najbliższym czasie postawić Nawalnemu kolejny, trzeci już zarzut. Tym razem chodzi o gorzelnię w Urżumsku (obwód kirowski), według oficjalnej wyceny wartą 197 mln rubli, a sprzedaną z winy opozycjonisty za 95 mln. Jak pamiętamy, Nawalny był przez jakiś czas społecznym doradcą gubernatora tego obwodu. Bloger dowodzi, że gorzelnię sprywatyzowano, zanim zaczął pełnić tę funkcję.

Dowiedz się także, jak wygląda cenzura w Rosji pod pretekstem ochrony dzieci w sieci.


Źródło: Gazeta Prawna, Gazeta.pl, Wyborcza.pl
  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy