ACTA: Premier Rumunii nie wie, dlaczego podpisano traktat

07-02-2012, 11:43

Emil Boc właściwie nie jest już premierem Rumunii, ale jeszcze przed odejściem przyznał, iż nie miał wielu informacji na temat okoliczności podpisania ACTA przez jego kraj. To rozbrajający przykład szczerości, który rzuca nie najlepsze światło na podpisanie ACTA przez Polskę.

Przyznajmy to - ACTA to był temat obserwowany przez lata, ale głównie przez różnego rodzaju geeków. Wielu polityków, dziennikarzy i zwykłych ludzi dowiedziało się o porozumieniu niedawno. Polski premier Donald Tusk prawdopodobnie usłyszał o ACTA w maju ub.r. podczas spotkania z internautami. Nie można jednak powiedzieć, aby premier ten temat zgłębił.

W Polsce decyzja o podpisaniu o ACTA zapadła "w trybie obiegowym", prawdopodobnie bez głębszej refleksji. Teraz trudno przyznać się do tego, że istotna międzynarodowa umowa została podpisana bez czytania, jedynie po namowach ze strony innych osób. Do tej pory jedynie ambasador Słowenii przyznała, że podpisała ACTA z braku ostrożności. Okazuje się jednak, że na akt szczerości zdobył się także premier Rumunii.  

Rumuński serwis Nine o'clock poinformował, że premier Emil Boc w sobotę 28 stycznia przyznał, iż nie miał informacji na temat okoliczności zaakceptowania ACTA przez jego kraj! Oburzenie w Rumunii wzbudzają dokładnie te same zjawiska, co w Polsce. Chodzi przede wszystkim o brak konsultacji ze stroną społeczną (zob. Nine o'clock, PM Boc doesn’t know the circumstances in which Romania adopted ACTA).

Czytaj: ACTA: Słoweńska ambasador przeprasza za podpisanie traktatu

Być może szczerość premiera Rumunii wynikała z faktu, iż szykował się on do rezygnacji ze swojego stanowiska. Dziś Bucharest Herald informuje, że Emil Boc zdecydował się na ten krok, aby przywrócić w Rumunii stabilność polityczną. Rezygnacja nie ma związku z ACTA, niemniej jednak mogła mieć wpływ na zachowanie polityka.

W tej sytuacji możemy zadać sobie pytanie - ile na temat ACTA mógł naprawdę wiedzieć nasz premier?

Uzyskanie szczerej odpowiedzi miałoby ogromne znaczenie. Co prawda, Donald Tusk musiałby się przyznać do ogromnego błędu, ale przynajmniej wiedzielibyśmy, że potrafi on ten błąd zrozumieć i może dążyć do usunięcia jego negatywnych skutków.

Obecna sytuacja jest dziwaczna. Premier zapewnia, że podpisanie traktatu było decyzją słuszną i dobrą, ale jednocześnie mówi o "zawieszaniu ratyfikacji" i przekonuje, że nic nie jest przesądzone. To oczywiste, że premier robi dobrą minę do złej gry, nawet do dwóch różnych gier, ale to niestety naraża go na ciągłe manipulacje. Możemy się obawiać, że dalsze decyzje będą podyktowane nie tyle rozsądkiem, ile chęcią wyjścia z twarzą z okropnie trudnej sytuacji.

Wczorajsza debata u premiera pokazała, że dyskutowane przy okazji ACTA problemy są nadal obce ekipie rządzącej. Ten brak zrozumienia może być o wiele gorszy niż złe intencje.

Czytaj: Debata o ACTA - wypada podsumować, choć szkoda słów...


  
znajdź w serwisie



RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy