ACTA: Obawy europosłów i rosnące jądro Karela de Guchta

02-03-2012, 09:14

Po pierwszych posiedzeniach i warsztatach na temat ACTA w Parlamencie Europejskim widać wyraźnie, że europosłowie podchodzą do traktatu z ostrożnością. Można też odnieść wrażenie, że Komisja Europejska nieco spuściła z tonu i nie określa już niepokojów społecznych mianem "mitów", choć wyraźnie chce podpisania ACTA.

Mija tydzień, który dla ACTA był bardzo ważny. We wtorek Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego przyjęła petycję podpisaną przez miliony ludzi z całego świata. W środę późnym popołudniem odbyło się pierwsze otwarte posiedzenie komisji INTA dotyczące ACTA, natomiast 1 marca miały miejsce warsztaty z udziałem ekspertów. W czasie tych wydarzeń ostrzej zarysowały się różnice pomiędzy stanowiskami członków Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej.

Europosłowie robią wrażenie, jakby chcieli zrozumieć, czym właściwie jest ACTA. W ich wypowiedziach przewija się wiele pytań.

- Nie ma "prawa trzech ostrzeżeń" w ACTA, ale nie wiemy, jak dostawcy usług internetowych zinterpretują powierzone im zadania i czy nie poczują się w obowiązku do odcinania ludzi od sieci. To, co chciałbym zrobić, to wnieść jasność co do ACTA, by dostarczyć fakty na głosowanie w Parlamencie - zadeklarował poseł sprawozdawca David Martin w czasie posiedzenia komisji INTA.

Nieco ostrzej, choć w podobny sposób sprawę skomentował sprawozdawca-cień Christofer Fjellner.

- Słyszałem od Komisji i Państw Członkowskich, że nie będzie zmian w istniejącym prawie. Nie będę wierzył na słowo. Musimy to rozpatrzyć - mówił eurodeputowany.

Czytaj: Schmidt: Traktat ONZ zagraża wolności sieci

Europosłowie nie bali się też mówić o zjawiskach, których istnieniu zaprzeczała Komisja Europejska. Ich zdaniem proces tworzenia ACTA nie był przejrzysty, co zdaniem Komisji jest tylko mitem. Francuski eurodeputowany Yannick Jadot mówił o "proceduralnych wymówkach", które miały na celu odepchnięcie Parlamentu Europejskiego od procesu negocjowania ACTA. Szwedzki europoseł Carl Schlyter narzekał na odepchnięcie od negocjacji państw rozwijających się. Niemiecki europoseł Helmut Scholz zwrócił uwagę na to, że piractwo to największy problem w krajach niezainteresowanych podpisaniem ACTA.

Ogólny przekaz płynący z Parlamentu Europejskiego jest taki, że deputowani mają wątpliwości co do ACTA, rozumieją obawy społeczne i chcą wiedzieć więcej. Inny jest przekaz płynący z Komisji Europejskiej.

Rosnące jądro komisarza

Komisarz UE ds. Handlu Karel de Gucht ciągle broni traktatu, choć robi to w sposób nieco inny niż do tej pory. Wcześniej komisarz mówił o mitach i sugerował, że wszelkie obawy są po prostu głupie. To stanowisko było wyraźne w jego liście skierowanym do europosłów.

Teraz możemy się zapoznać z tekstem przemówienia Karela de Guchta, które zostało wygłoszone wczoraj, w czasie warsztatów na temat ACTA. Komisarz po raz pierwszy przyznał, że rozumie, iż Europejczycy mogą mieć obawy dotyczące ACTA. Opisał też, jaki mechanizm stoi za traktatem.

- ACTA jest, przyznaję to, względnie skromnym porozumieniem pomiędzy względnie małą liczbą krajów. Ale jest to znaczący krok. Ustanowi to jądro krajów, które zobowiązują się do najwyższych standardów egzekwowania praw własności intelektualnej. Jądro, które będzie rosnąć - mówił Komisarz.

To rosnące jądro Karela de Guchta ma realizować ideę, jaką opisywaliśmy już w DI. ACTA ma być wypracowanym w wąskim gronie wzorcem umownym, który będzie podsuwany kolejnym krajom do podpisania na zasadzie "bierz wszystko albo odejdź". Ten, kto odejdzie, będzie nazwany złym piratem, będzie traktowany gorzej przez "klub ACTA".

Taki wzorzec umowny nie służy wcale najwyższym standardom. Służy on takim standardom, jakich chcieli pierwsi twórcy porozumienia ACTA. Komisarz UE chcąc nie chcąc przyznał, że ACTA ma służyć wywieraniu nacisku na inne państwa i eksportowaniu do nich jednego modelu własności intelektualnej. Chodzi o model amerykański, choć tego nikt głośno nie powie. 

Karel de Gucht odniósł się też do części obaw dotyczących internetu. Jego zdaniem ACTA faktycznie pozwala na wprowadzenie pewnych nowych praktyk w zakresie zwalczania piractwa w sieci, ale chodzi o... "wolność stanowienia swojej polityki", czyli o to, by wszyscy sygnatariusze mogli opisywane rozwiązania wprowadzić. To nie jest szczególnie pocieszające wyjaśnienie.

W przemówieniu komisarza widać też trochę antypirackiej retoryki przemysłu rozrywkowego, ale to już temat na inny, przydługawy tekst.

Czytaj: Jaka zasada stworzyła ACTA i dlaczego to nie koniec?


Następny artykuł » zamknij

MaturaToBzdura: Znani Polacy

  
znajdź w serwisie


RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy