2011 to był rok ACTA i SOPA, czyli zarazy prawnej ciąg dalszy

, 28-12-2011, 11:25

Rok 2010 nazwaliśmy rokiem "zarazy prawnej" wokół internetu. Mijający rok 2011 też można tak określić. Znów obserwowaliśmy starania polityków o to, aby internet "jakoś" uregulować. Często obsesja regulowania była o wiele silniejsza od rozsądku. Innym razem głos rozsądku był zagłuszany przez lobbystów.

Terminu "zaraza" w odniesieniu do rozwiązań prawnych zagrażających internetowi użył twórca internetu Tim Berners-Lee w czasie wystąpienia na konferencji zorganizowanej przez Royal Society in London. To dobre określenie. W różnych krajach i na szczeblu międzynarodowym raz po raz proponuje się rozwiązania prawne zmierzające do cenzurowania internetu lub ograniczenia praw internautów. Politycy wierzą, że cenzura lub inwigilacja to środki, które pozwolą okiełznać internet, uczynić go przestrzenią "cywilizowaną", wolną od takich problemów, jak pedofilia, oszustwa czy naruszanie praw autorskich.

Przyjrzyjmy się najważniejszym objawom zarazy prawnej, jakie mogliśmy oglądać w 2011 roku.

1. ACTA - porażka zachodnich demokracji

Dziennik Internautów pisze o ACTA od 2008 roku. Najbardziej fascynuje nas to, że tzw. wielkie media (telewizja, popularne rozgłośnie radiowe) jakby tego tematu nie dostrzegały. Grupa niewybieranych przez nikogo ludzi ustaliła, że ochrona praw własności intelektualnej ma się odbywać ogromnym kosztem, z naruszeniem praw podstawowych. Negocjacje przez długi czas były tajne, choć nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego.

Rok 2011 obfitował w wydarzenia istotne dla ACTA. Przypomnijmy je w kolejności chronologicznej.

Dziennik Internautów pisał o ACTA bardzo często. Można nawet odnieść wrażenie, że fanatycznie śledzimy temat, który wydaje się nudny, trudny do ogarnięcia i w gruncie rzeczy mało istotny. Warto jednak pamiętać o tym, że zasady regulujące nasze życie zazwyczaj lęgną się w pozornie mało interesujących dokumentach i w czasie niezbyt rozrywkowych imprez.

2. SOPA, PIPA, PROTECT IP, a może E-PARASITES?

W ubiegłorocznym podsumowaniu zarazy prawnej wspominaliśmy o niebezpiecznej ustawie COICA. W tym roku okazało się, że COICA nie miała wejść w życie, ale stało się coś gorszego, ustawa ewoluowała, przeradzając się w dokumenty o nazwie PROTECT IP (PIPA) oraz SOPA (Stop Online Piracy Act). Zobaczmy, jak ta ewolucja przebiegała. 

  • Początkowo w ramach ustawy COICA proponowano, aby powstały dwie czarne listy stron, z których jedna byłaby prowadzona przez sądy, druga przez prokuratora generalnego. Dostawcy usług internetowych mieli blokować strony z pierwszej listy. Mieli oni również zagwarantowaną nietykalność w razie blokowania domen z drugiej listy.
  • W maju br. mogliśmy poznać następcę COICA, czyli projekt ustawy PROTECT IP. Ten dokument zakładał sformalizowanie przejmowania domen i cenzurowania wyszukiwarek jako środka walki z piractwem. Twórcy ustawy chcieli też, aby dostawcy płatności i reklam byli zwolnieni z odpowiedzialności, jeśli dobrowolnie wstrzymają współpracę ze stronami naruszającymi własność intelektualną. Ponadto ustawa PROTECT IP miała sprawić, aby wydawcy mogli pójść do sądu i zażądać ocenzurowania danej strony.
  • W październiku wspomnieliśmy o jeszcze gorszej wersji tej ustawy, znanej jako SOPA. W tym dokumencie rozszerzono grupę stron, których prawo dotyczy, na zagraniczne strony naruszające prawo autorskie. Oznacza to mniej więcej tyle, że Amerykanie mogą stracić dostęp do strony, którą posiadacze praw autorskich uznali za piracką. Trudno nie mieć skojarzeń z Chinami, które również blokują strony, ale dla ochrony innych praw.

Obecnie SOPA wzbudza wiele emocji i warto przypomnieć kilka wydarzeń związanych z tym dokumentem.

3. Blokowanie stron i pedofilia

Potrzeba wprowadzenia cenzury internetu często uzasadniana jest koniecznością walki z pedofilią. To sprytny zabieg, bo każdego krytyka cenzury można nazwać obrońcą pedofilów.

Od początku 2011 roku trwały dyskusje na temat blokowania treści pedofilskich w UE. Istotny przełom miał miejsce w czerwcu, kiedy to ustalono, że blokowanie treści pedofilskich może mieć w UE charakter fakultatywny. Kraje członkowskie same zdecydują, czy stosować takie blokowanie treści.

W październiku br. 541 europosłów opowiedziało się za dyrektywą, która wprowadza ostrzejsze kary za przestępstwa o charakterze seksualnym. Wtedy również europosłowie uznali, że konieczne może być blokowanie stron z materiałami pedofilskimi, gdyby usuwanie treści nie było możliwe. Jak ustalono wcześniej, środek ten nie będzie obowiązkowy, więc ciekawie będzie zobaczyć, jak zachowa się polski rząd.

4. Zaraza w Polsce

W styczniu do sejmu trafił projekt nowelizacji Ustawy o radiofonii i telewizji, w którym znalazły się takie terminy, jak "prywatny użytkownik" i "blog". Pojawiły się obawy, że internauci publikujący pliki w sieci będą traktowani jak "dostawcy usług medialnych", co wiąże się z pewnymi obowiązkami, jak zgłoszenie usługi do wykazu i konieczność promowania treści europejskich.

Ustawa medialna była kolejnym przykładem takiej regulacji, którą wprowadzano pośpiesznie, bez wsłuchiwania się w konsultacje i liczne głosy krytyków. Po raz kolejny stało się jasne, że proces stanowienia prawa w Polsce jest mało przejrzysty. Zrobiło się spore zamieszanie, podobnie jak wcześniej wokół Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. 

Z nowelizacji ustawy medialnej ostatecznie usunięto przepisy dotyczące usług na żądanie. Ponadto premier Donald Tusk zaczął znów spotykać się organizacjami pozarządowymi i branżowymi, które są zainteresowane rozwojem polskiego społeczeństwa informacyjnego. W czasie tych spotkań poruszono inne tematy, jak Ustawa o dostępie do informacji publicznej czy retencja danych. Donald Tusk stwierdził, że przestawiono mu optykę na prawa podstawowe w internecie. Ciekawe.  

5. Zaraza w Europie

W 2011 roku często słyszeliśmy o kontrowersyjnych inicjatywach legislacyjnych i pomysłach polityków w innych krajach UE.

6. W okolicach prawa

Trudno byłoby opisać wszystkie objawy zarazy prawnej, jakie można było zaobserwować w mijającym roku. Wybraliśmy tylko te najciekawsze. Ponadto warto zwrócić uwagę na wydarzenia, które nie wiążą się z zarazą ściśle, a jednak są jej bliskie. Chodzi tu szczególnie o przykłady tzw. samoregulacji, dokonywanej bez zmieniania prawa. 

W październiku i listopadzie Dziennik Internautów wspominał o porozumieniu, jakie polskim dostawcom internetu zaproponowali posiadacze praw autorskich. To porozumienie jest kontrowersyjne, ale ponadto powstawało w atmosferze niezrozumiałej tajemniczości, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oficjalnie przyznało, że nie chce publicznej dyskusji o tym porozumieniu.

W lipcu operatorzy amerykańscy postanowili, że będą piratów przekierowywać i spowalniać. To też dobry przykład "samoregulacji".

Cóż... zostaje nam tylko życzyć szczęśliwego i spokojnego 2012 roku!


Komentuj na Facebooku
Komentarze
comments powered by Disqus
Komentarze archiwalne    Zobacz wszystkie (9)
To warto przeczytać




fot. MEN




  
znajdź w serwisie

RSS - Wywiad
Wywiad  
RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
« Marzec 2017»
PoWtŚrCzwPtSbNd
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.