109 tys. osób rocznie zastraszonych przez prawników-antypiratów. Czy tak będzie i u nas?

05-03-2014, 09:42

Niemal 109 tys. osób w roku 2013 w Niemczech otrzymało list z kancelarii prawnej, z wezwaniem do zapłaty za rzekome piractwo. Ta forma zastraszania pojawia się już w Polsce, więc warto zwrócić uwagę na jej koszmarne rozmiary za granicą.

To kolejny tekst z cyklu Absurdy własności intelektualnej (AWI).
* * *

Czy wiesz czym jest copyright trolling? Za tym pojęciem kryją się działania kancelarii prawnych, które w imieniu posiadaczy praw autorskich wysyłają wezwania do zapłaty za rzekome korzystanie z P2P. Te kancelarie nie mają żadnych dowodów naruszeń, tylko adresy IP na podstawie których ustalają dane osobowe. To jednak wystarczy, aby wysłać do kogoś list z wezwaniem do zapłaty, strasząc go sądem.

Najgorsze jest to, że władze wielu krajów tolerują copyright trolling, traktując go jako egzekwowanie praw autorskich. W rzeczywistości jest to zastraszanie wiążące się z wieloma nadużyciami, którego ofiarami często są osoby niewinne naruszeń. W Wielkiej Brytanii dochodziło już do dyscyplinarnego karania prawników z tego powodu, ale w wielu innych krajach władze i samorządy prawnicze nie chcą dostrzegać problemu.

109 tysięcy zastraszeń w świetle prawa

Copyright trolling jest bardzo nasilony w Niemczech i politycy w tym kraju próbowali nawet zmieniać prawo, by ograniczyć to zjawisko. Działają też organizacje zajmujące się tym problemem. Jedna z nich - IGGDAW - publikuje statystyki dotyczące antypirackich zastraszeń w Niemczech. Znajdziemy je na blogu IGGDAW.

Ze statystyk wynika, że w roku 2013 kancelarie prawne mogły wysłać 108975 listów z wezwaniami do zapłaty i groźbami. To bardzo dużo, choć warto zaznaczyć, że liczba takich listów z roku na rok spada. Najgorsze pod tym względem były lata 2009-2010. Wykres poniżej przedstawia różnice pomiędzy poszczególnymi latami.

wykres

Zastanówmy się co te liczby oznaczają. Po pierwsze ten "biznes" wydaje się opłacalny, skoro jest prowadzony od tylu lat.

Po drugie trzeba pamiętać, że mówimy o niemal 109 tysiącach prób zastraszeń pod przykrywką prawa autorskie. Ktoś powie, że to nie są zastraszenia, tylko próby ugody? To oznaczałoby, że różni posiadacze praw autorskich w Niemczech powinni być gotowi na złożenie do sądu 109 tys. pozwów o to, że ktoś pobrał płytę lub film. Jakoś trudno w to uwierzyć, a jeśli za każdym wezwaniem do zapłaty nie było gotowości do złożenia pozwu, całe działanie było tylko próbą zastraszenia. 

Coraz więcej firm, coraz wyższe kwoty

IGGDAW ma też więcej statystyk. Choć liczba wysłanych listów do internautów wyraźnie spada, rośnie liczba firm zajmujących się taką działalnością. W ubiegłym roku były to 72 firmy prawnicze, podczas gdy rok wcześniej 69. Rośnie też liczba posiadaczy praw autorskich zainteresowanych takim "biznesem".

W roku 2013, wysyłając swoje listy z groźbami, prawnicy-antypiraci żądali za naruszenia od 250 do niemal 1300 euro. Średnia kwota roszczeń w wynosiła 829,11 euro. Rok wcześniej (tj. w roku 2012) kwoty maksymalne były wyższe (nawet ponad 1500 euro), ale średnia wynosiła mniej, bo "tylko" 796,87 euro. 

Jeśli przemnożymy kwotę średnią przez liczbę wszystkich wezwań do zapłaty to otrzymamy zawrotną kwotę 90,3 mln euro. Właśnie tyle mogliby zebrać prawnicy-antypiraci, gdyby wszyscy ludzie płacili za rzekomo ugodowe zakończenie sporu o piractwo. 

Copyright trolling w Polsce

Statystyki dotyczą Niemiec, ale problem copyright trollingu dociera do Polski i ten biznes będzie się rozwijał.

W ubiegłym roku opisywaliśmy działania warszawskiej kancelarii prawnej, która żądała 550 zł od rzekomych piratów. Naczelna Rada Adwokacka, kilkakrotnie pytana przez Dziennik Internautów o ten problem, najpierw unikała odpowiedzi. Potem dała do zrozumienia, iż nie widzi w copyright trollingu nic złego. Ministerstwo Kultury pytane przez DI o nadużywanie prawa autorskiego również stwierdziło, że nie widzi w tym problemu.

Jak dotąd tylko Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych powiedział nam, że uważa takie działanie prawników za "głęboko nieetyczne".

Sonda
Czy zgodzisz się, że copyright trolling to zwykły szantaż w świetle prawa?
  • tak
  • raczej tak
  • raczej nie
  • nie
wyniki  komentarze

Pamiętacie problemy z RedTube?

Jeśli chodzi o Niemcy to na początku tego roku stało się jasne, że w kraju tym doszło do poważnego nadużycia, dzięki któremu prawnicy bezprawnie otrzymali dostęp danych użytkowników RedTube, aby wykorzystać je do zastraszania. To tylko jeden z wielu dowodów na to, że copyright trolling nie ma nic wspólnego z uczciwością. Ba! Copyright trolling trudno nawet wiązać z prawami autorskimi i ochroną twórców. Prawa autorskie są tylko pretekstem do tej nikczemnej działalności. Dlatego zaliczyliśmy ten problem do naszych absurdów własności intelektualnej.


Komentarze
comments powered by Disqus
To warto przeczytać










  
znajdź w serwisie

RSS - Interwencje
RSS - Porady
Porady  
RSS - Listy
Listy  
Jak czytać DI?
Newsletter

Podaj teraz tylko e-mail!



RSS
Copyright © 1998-2017 by Dziennik Internautów Sp. z o.o. (GRUPA INFOR PL) Wszelkie prawa zastrzeżone.