100 tysięcy zł za 7 ławek, czyli jak przepalić pieniądze dzięki prawom autorskim - AWI

16-01-2015, 12:45

7 ławek za 100 tysięcy złotych stanęło w parku w Stalowej Woli. Było drogo, bo ławki zostały zaprojektowane przez artystę, który dzięki odpowiedniej umowie mógł miastu dyktować warunki.

To kolejny tekst z cyklu Absurdy własności intelektualnej (AWI). 
* * *

O bardzo kosztownych ławkach w Stalowej Woli donoszą lokalne portale Stalowka.net oraz Stalowemiasto.pl. Dokładnie 7 ławek kosztowało 100 tysięcy złotych, czyli wychodzi ponad 14 tysięcy za jedną ławkę! Drogo. Ławki są zrobione z granitu, drewna i stali nierdzewnej, ale tutaj liczył się nie tylko koszt materiału. Trzeba było zapłacić za artystyczną koncepcję. 

Mieszkańcy cierpią za wizję artysty

We wspomnianych portalach znajdziecie zdjęcia ławek. Moim osobistym zdaniem są niezwykle brzydkie. Są też zdecydowanie zbyt drogie, ale dodatkowo zastanawiające są okoliczności ich zainstalowania, opisane jeszcze w maju 2013 roku w tekście pt. Ktoś miał wizję, cierpieć będziemy my.

Z tego archiwalnego już tekstu dowiecie się, że wcześniej w parku w Stalowej Woli urządzono nowy deptak i znalazły się przy nim granitowe bloki - bez oparcia i bez żadnej izolacji powierzchni do siedzenia. Mieszkańcy nie byli zadowoleni i trudno im się dziwić. Pojawił się pomysł nałożenia na te bloki jakichś nakładek, ale na to nie zgodził się autor projektu prof. Stanisław Magdziak. Miał on tak skonstruowaną umowę, że bez jego zgody nie można było dokonać zmian. Miasto zwróciło się do twórcy, aby zaproponował jakieś rozwiązanie i to rozwiązanie się znalazło - dodatkowe ławki za 100 tysięcy złotych!

Palenie pieniędzy
Tatiana Popova / Shutterstock.com

Prawa autorskie do przepalania pieniędzy

Niedawno zmieniły się władze Stalowej Woli. Nowy prezydent zapowiada, że tego typu wpadek już nie będzie. Ja natomiast odnotuję, że nie jest to pierwszy przypadek, gdy kwestia praw autorskich sprawia problemy władzom i/lub podatnikom. 

Dwa lata temu prasa donosiła o problemach ze stadionem w Poznaniu. Pewien architekt dostawał kolejne zlecenia, bo był właścicielem praw autorskich do projektu. Urzędnicy tłumaczyli, że architekt mógłby blokować budowę, gdyby miasto się z nim nie dogadało (zob. Wyborcza.pl, Stadion w Poznaniu do prokuratury). Również w Poznaniu narzekano na informatyczny system zarządzania miastem, który generował coraz większe koszty. Firma posiadająca prawa autorskie zwiększała wymagania finansowe.

Sonda
Co sądzisz o tych ławkach ze Stalowej Woli?
  • ładne i warte swojej ceny
  • ładne, ale drogie
  • brzydkie
wyniki  komentarze

Niedopatrzenia przy zawieraniu umów związanych z prawami autorskimi mogą też utrudniać obywatelom dostęp do informacji publicznej. W marcu 2013 roku pisałem o tym, że nieistniejące już ministerstwo pozostawiło pewnej firmie prawa do wzorów znaków drogowych. Był to niezwykły prezent i firma starała się spieniężać tę własność intelektualną, a obywatele mieli utrudniony dostęp do wzorów znaków drogowych. 

Zdarza się też, że instytucje publiczne po prostu naruszają prawo autorskie, nie dbając o wykupienie odpowiednich licencji. W październiku pisaliśmy o wyroku, który dotyczył takiej sytuacji. Oczywiście takie naruszenia również ostatecznie uderzają w podatników. 


Warto przeczytać:

      
    znajdź w serwisie

    RSS - Wywiad
    Wywiad  
    RSS - Interwencje
    RSS - Porady
    Porady  
    RSS - Listy
    Listy  
    « Wrzesień 2019»
    PoWtŚrCzwPtSbNd
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    30